267. za pulsujące jak serce światełko w Tabernaculum na lotnisku na Modlinie
268. za niezmienny smak czekoladowo-truskawkowych lodów przy Ratuszu
269. zdjęcie, które Marcin mi przerobił, to z lisami polarnymi na biegunie :D
270. za to, że na spotkaniu grupy średniej mojej starej wspólnoty czułam się jak w domu. że to nadal jest mój dom
271. za poziomkową herbatę
272. za jedzone śliwki w parku
273. za szuranie liściami jesienią
274. za nocny kebab, herbatę i rozmowę z panem Mirkiem pod Pałacem Kultury i Nauki. za to, że mam to szczeście być w tym miejscu w którym jestem
275. za Dublin, i ten wyjazd do Łukasza kilka lat temu
276. za Powerscourt Garden i scony z jeżynami, jedzone ot tak, na powietrzu
277. za małą mieścinę Enniskerry i kościół, w którym znalazłam Be Thou my vision
278. za Johnny Fox's Pub i kawę tam wypitą, w tym starym pubie na pustkowiu, in the middle of nowhere.
279. za kwitnące wtedy magnolie, które tak bardzo lubię
280. za nocne morze i zbieranie muszli nad morzem irlandzkim
281. za dublińskie doki i ładne apartamentowce, za spacery nad wybrzeżem i pyszne angielskie fryty z gazety
282. za Jezioro Guinessa, za wszystko wokół niego
283. za tą refleksję, że nic mnie tak nie uspokaja i nie cieszy jak droga - widoki zmieniającej się przestrzeni za oknem + muzyka w słuchawkach
284. za kajaki i rowery z Irminą. za bezbrzeżne połacie ciemnej wody, rzeki, która wylała z brzegów i sięgała daleko. za pokonywanie kilometrów i pokonywanie siebie.
285. za pana Mirka na polach, który szedł podpierając się rowerem. za spokój w jego oczach i pomysł, że'na drugi dzień jak wiatr ucichnie troche to on pójdzie sobie na rybki'
286. za lody na Rynku Kościuszki
287. za herbatę u Magdy i Jana. spokój, radość spotkania i bliskość serc.
288. za bardzo późny wieczór i leżakowanie na osiedlowej ławce między blokami, za gapienie się w niebo z Radkiem
289. za sobotnie spotkanie wspólnoty.
290. za wieczór z Sylwią, ciągłe wąchanie białych kwitnących drzew i tą niemożność nagadania się do końca
291. za kolację u Kasi i Marka. za moment, gdy ich córka Ania po prostu wtulała się we mnie. za jednośc przy stole, radość ze wspólnego posiłku, za przyjmowanie ludzi tak po prostu, w całości.